Łysienie – moja historia

Tak naprawdę od dawna podejrzewałem, że grozi mi utrata włosów. Zdjęcia z mojego dzieciństwa utrwaliły coraz bardziej rzednące czupryny zarówno mojego ojca, jak i dziadka. Kiedy pod koniec liceum zaobserwowałem, że nad czołem zrobiły mi się niewielkie zakola, zyskałem pewność. Nie mogłem jednak uwierzyć, że nastąpi to tak szybko!

Zupełnie nie wiedziałem co z tym zrobić, czy można jakoś temu zapobiec?? Moi znajomi zaczęli zauważać mój problem. Znacie te żarty, że łysiejący faceci mają więcej testosteronu są przez to bardziej męscy? Cóż, po setnym takim tekście, to przestaje bawić, serio.

Mijały lata, a ja nie znalazłem żadnego remedium na łysienie. Moje zakola stawały się coraz większe!

Zaraz po tym, jak skończyłem studia dowiedziałem się o ciężkiej chorobie mojego ojca. Zaczęły się dni oczekiwania na wyniki badań, przesiadywanie na szpitalnych korytarzach i czekanie na cud. Nigdy wcześniej aż tak się nie stresowałem. Po pół roku stan mojego ojca się poprawił, ale miesiące nerwów wpłynęły negatywnie na moje włosy. Teraz, oprócz zakoli powstał mi na czubku głowy łysy placek! Na dodatek włosy nad czołem też wyraźnie się zmieniły. Przerzedziły się i stały się jakby słabsze?

Byłem przekonany o tym, że z genami nie da się walczyć. Zacząłem szukać informacji o przeszczepie włosów. Zabieg wykonywany jest w znieczuleniu miejscowym, chirurg pobiera płat skóry z tyłu głowy tam, gdzie włosy są jeszcze gęste. Blizna jest później niewidoczna, bo ukryta we włosach. Widziałem nawet filmy z takiej operacji. Cóż, dość krwawa, muszę przyznać, ale jakie to ma znaczenie, jeśli to wydaje się jedynym sposobem! Niestety przeszkodą może być cena. Na stronach różnych klinik przeczytałem, że koszty są dość zróżnicowane, bo może to być 1500 zł, ale może też 10 000 zł!

Postanowiłem odkładać pieniądze na ten cel. Był to jednak także okres przygotowań do ślubu z moją narzeczoną, więc i tak mieliśmy dużo wydatków.

To właśnie ona, wiedząc doskonale o moim kompleksie, poradziła mi stosowanie wcierek do włosów i skóry głowy. Sama stosowała je zresztą w celu przyspieszenia wzrostu swoich i była całkiem zadowolona. Kupiłem więc za jej poleceniem kilka drogeryjnych środków, a także nasiona kozieradki w sklepie zielarskim. To ona zaintrygowała mnie najbardziej. Łyżkę takich ziaren zalewa się niecałą szklanką wrzątku i odstawia na kilka godzin. Później moczyłem palce w powstałym płynie i masowałem nimi całą głowę, szczególnie przykładając się oczywiście do tych łysych fragmentów. Kozieradka pachnie jak rosół, nie było do końca przyjemne rozsiewać zapach niedzielnego obiadu, ale wiecie – czego się nie robi…

Dałem szansę kozieradce. Dałem też szansę tym innym, bardziej kosmetycznym produktom ze sklepu. Tam gdzie miałem jeszcze włosy, zauważyłem, że chyba trochę się zagęściły. Ale łysina pozostała łysiną. Ku rozczarowaniu swoim i mojej narzeczonej, wszystkie wcierki wylądowały w koszu. A ja byłem bliski poddaniu się, ogoleniu głowy zupełnie na łyso i udawaniu, że czuję się z tym dobrze.

Stosowaliście tego typu produkty? Czy tak jak ja, zbieracie pieniądze na przeszczep włosów?


3 komentarze

  • janko

    17 września 2015

    widzę, ze tu już mała desperacja, jak urzywasz jakis babskich dziwnych srodkow??

    Reply
    • IgorQW

      21 września 2015

      janko, widać, że nie znasz problemu łysienia

      Reply
  • MałaMi

    2 lutego 2016

    moj maz też ma z tym do czynienia. typowe łysienie androgenowe ale chyba nie ma jeszcze skutecznego leku na to :/

    Reply

Dodaj komentarz